Krasnal & Princessa – Z Górki na Szczyt
Tu nie ma nudy – są tylko szczyty! Krasnal i Princessa to duet, który zamiast chodzić po płaskim, woli wspinać się tam, gdzie kończy się horyzont.
📹 Na naszym kanale znajdziesz:
– Relacje z wypraw, gdzie pot i śmiech idą w parze
– Górskie ciekawostki i porady dla tych, co chcą wyżej
– Emocje, widoki i czasem zmęczone nogi
Subskrybuj, jeśli góry to Twój żywioł – albo jeśli chcesz się przekonać, że warto ruszyć z kanapy na szlak. Bo z nami zawsze jest pod górkę… ale w najlepszym możliwym sensie! 😄
Krasnal & Princessa w Górach
Słowo… Nie będę pisać banałów o jego znaczeniu, bo wciąż jeszcze są ludzie, dla których jest cenne i sprawcze. Czasami padają słowa mocniejsze od wrzasku, ważne, potrzebne. Takie, które już zawsze będziemy słyszeć. Opowiem Wam o nich. Zaczęło się, jak zawsze od nieśmiałych podszeptów: „Może tak Grossglockner?”🤔. Krasnal nie mówi dużo o podróżach, po prostu je planuje. Z Garmisch – Partenkirchen ruszyliśmy więc do Innsbrucka (przez Włochy🤪), a później do Kals am Grossglockner i do Lucknerhaus (1918 m n.p.m.), z okien którego widać cały majestat tego ogromnego szczytu. Nogi się pode mną ugięły😱. Nie stałam jeszcze pod takim ogromem. Pełna wątpliwości przepakowałam się (część rzeczy zostawiliśmy w Lucknerhaus i poszliśmy z plecakami do Glorer Hütte. Nagle przeraziły mnie odległości i wielkość tej części Alp (pasmo Wysokich Taurów). Lekko rozdrażniona, zmęczona, dostrzegłam jednak klimat tego wyjątkowego miejsca. Następnego dnia ruszyliśmy na rekonesans – cały dzień trekkingu, ale urok tych chwil niesamowity😍. Z każdej strony pojawiały się świstaki. Niektóre nam się przyglądały, inne biegały wesoło – piękne zwierzęta, kręcące grubymi pupami😉. Takie utyte, europejskie surykatki. Poza tym owce, wszechobecne krowy, kozy. Do tego wodospady, strumienie, schrony wydłubane w skale, drogi wspinaczkowe i fantastyczne kwiaty. Mogłabym tak chodzić bez końca… W nocy czekał nas jednak wymarsz na Grossa. Postanowiliśmy to zrobić po swojemu, przy drobnej konsultacji z rezydentami schroniska. Ruszyliśmy o 2:30 z Glorer Hütte. Droga na lodowiec Hohenwartkees okazała się już dla mnie sporą przeprawą, ale spięcie liną z Krzysztofem dodało mi animuszu. Po przebyciu lodowca i wysiłkowym podejściu dotarliśmy do schroniska Erzherzog Johann Hütte (3454 m n.p.m. – dla mnie rekord wysokości). Postanowiliśmy stąd rozpocząć nasz atak szczytowy. Po drobnej przyjemności w postaci ciacha i kawki (nie pytajcie o ceny na tej wysokości, bo nie uwierzycie!😱🤪), ruszyliśmy. Byłam lekko przerażona, ale jak zwykle zdeterminowana. Krasnal wzruszony i milczący. Dla Krzysztofa to podróż sentymentalna, 9 lat temu stanął na Wielkim Dzwonniku (Grossglockner). Podejście pod ścianę w grząskim śniegu i spadający duży kamień, który cudem nie uderzył schodzącego wspinacza, zupełnie mnie rozstroiły. Postanowiłam jednak spróbować… tylko kawałek… może na Kleinglockner (Mały Dzwonnik 3770 m n.p.m.). Ściana okazała się piekielnie stroma, a fragment grani prowadzącej do Kleinglockner tak bardzo eksponowany, że adrenalina dosłownie wylewała mi się spod kasku. Miejscami było mokro i zalegało sporo śliskiego śniegu, co utrudniało wspinaczkę. Podobnie oddziaływały ekipy wspinaczy prowadzone przez przewodników, którzy nie zwracają uwagi na nikogo i potrafią się najzwyczajniej w świecie przepychać. Wyobraźcie sobie, że gorączkowo poszukujecie oparcia dla nogi i kurczowo trzymacie się małego występu ściany na wysokości ponad 3000 m, a ktoś próbuje przesunąć się obok, popychając Was, w dodatku prowadząc kolejne 3 osoby, które też będą zmuszone Was popchnąć. Byłam zrozpaczona i wtedy zobaczyłam nade mną Krasnala, który mocno trzymał linę, owiniętą wokół metalowego pręta, czyli asekurującego mnie z góry oraz usłyszałam pewne: „Nie spadniesz! Trzymam cię!”❤. Tego mi było trzeba! Spięłam poślady i ruszyłam w górę. Dotarliśmy do przełęczy Glocknerscharte, czyli do wąskiego paseczka łączącego Mały z Wielkim Dzwonnikiem. Emocjonalnie piekielnie trudne miejsce, bo trzeba stanąć na nogi i po prostu zrobić parę kroków na śliskim śniegu, bez trzymania się czegokolwiek, a wiatr nic sobie nie robi z Waszego strachu. Dalej jest niemal pionowa ściana i schodzące ze szczytu ekipy, które na pewno nie zrobią Wam miejsca. Krasnal lekko się potknął, a moje serce stanęło, bo historia zna przypadki osób, które stąd spadły. Marzyłam już tylko o tym, żeby być na szczycie. Ściana w tym miejscu jest szczególnie wymagająca dla osoby o tak niewielkim doświadczeniu wspinaczkowym, jak moje. Ale nad głową majaczył już Krzyż postawiony tu 1879 roku na cześć cesarza Franciszka Józefa i cesarzowej Elżbiety z okazji 25 rocznicy ślubu. Wreszcie jest! Dotykamy Krzyża, robimy pamiątkowe zdjęcie. Nie rozwijamy flagi Szprotawy, bo pogoda zaczyna się psuć. Myślimy o naszych najbliższych. Jesteśmy tak blisko Nieba! Kręci mi się w głowie. Z radości, ze zmęczenia, od wysokości… Ze szczęścia! Teraz trzeba pokonać tę samą drogę, ale w dół, co okazuje się dla mnie znacznie trudniejsze. Kiedy dochodzę do każdej kolejnej krawędzi skalnej płyty, nie widzę, gdzie stawiać nogi, jak ułożyć ręce. Ale jest spokojny głos Krzysztofa: „Trzymam cię!”. Jest lina! Do Glorer Hütte docieramy o 20:30, w szumie budzącej się burzy. Na miejscu wszyscy na nas czekali. Przyjęliśmy gratulacje, dostaliśmy pyszną kolację. A w mojej głowie wciąż brzmi to: „Nie spadniesz! Trzymam cię!” i przed oczami widzę linę. I tak sobie myślę, że byłam na jej drugim końcu i też nauczyłam się odrobinę asekuracji, choć Krasnal schodził na żywca, sprawnie i pewnie. Ale jeśli kiedyś życiowe ścieżki gdzieś się poplączą, to będę umiała chwycić tę „linę” i powiedzieć ze spokojem: „Nie spadniesz! Trzymam!”❤. Dziękuję!❤❤❤❤❤
8 months ago | [YT] | 0
View 0 replies
Krasnal & Princessa w Górach
Na Elbrusie i Kazbeku nie chodziło o rekordy. Chodziło o ludzi, o wspólne kroki, o emocje, które zostają na zawsze.
Jeśli tęsknisz za przestrzenią, za prawdziwą przygodą i za historią, która płynie z serca — zapraszam Cię na ten film.
#CaucasusPeaks
8 months ago | [YT] | 2
View 0 replies
Krasnal & Princessa w Górach
Nie było panoramy. Nie było słońca.
Była mgła, wiatr i cisza, która mówi więcej niż słowa.
Wyruszyliśmy z Virgental.
Szliśmy przez deszcz, przez śnieg, przez własne myśli.
Dotarliśmy do Defreggerhaus — pustego schroniska, gdzie nocą słychać tylko oddech gór.
Winterraum. Bez obsługi. Bez ludzi.
Tylko my i przestrzeń, która nie potrzebuje tłumaczeń.
Na szczycie — nic.
I właśnie to „nic” było wszystkim.
To zapis drogi, która nie błyszczy, ale zostaje.
Surowej. Prawdziwej. Takiej, która nie pyta, czy warto — tylko prowadzi.
#Grossvenediger #Wyprawa #Góry
8 months ago (edited) | [YT] | 1
View 0 replies
Krasnal & Princessa w Górach
To nie był tylko kolejny dzień w górach. To był moment, w którym wszystko zwolniło — oddech, myśli, czas. Piramide Vincent przyjęła nas w ciszy, w śnieżnym bezruchu, jakby chciała powiedzieć: „Zatrzymaj się. Poczuj to.”
Ten film to nie tylko wejście na 4215 m n.p.m. To opowieść o zaufaniu, zmęczeniu, śmiechu i tych spojrzeniach, które mówią więcej niż słowa.
Jeśli byłeś kiedyś w górach, wiesz, o czym mówię. A jeśli nie — może właśnie ten film Cię tam zabierze.
Daj znać, co czujesz po obejrzeniu.
To dla Was — dla tych, którzy kochają wysokość, prawdę i wspólne milczenie na szczycie.
9 months ago | [YT] | 2
View 0 replies