Kanał Moniki Cichockiej, doradczyni duchowej, terapeutki, osobowości publicznej.
Monika Cichocka | Drogie Strumyczki, ten kanał jest prowadzony w celu poszerzania świadomości i inspiracji. Zatem - będę wdzięczna za wzajemny szacunek i uprzejmość. Świadomy człowiek ma prawo do miłości i piękna - więc nigdy nie wybiera umniejszania, pogardy, pychy.

Tutaj tworzymy enklawę życzliwości i ciepła. Doceniamy empatię i wysoką kulturę wypowiedzi. Tworzymy tu nowy, wolny (także od nienawistnego języka) świat. Co zrozumiałe - nie propagujemy tu prawa do krzywdzenia i pasożytnictwa na żadnych świadomych istotach. To na Strumyczku jest zakazane. Dziękuję za przestrzeganie tych zasad!
Tak naprawdę - stworzyć Nową Ziemię możemy tylko wtedy, kiedy włożymy w to pracę własną. Traktujmy zatem siebie - oraz wszystkie inne, świadome istoty - z uszanowaniem i empatią. Wielka praca przed nami. Działajmy w uniesieniu i ochraniajmy nasze wewnętrzne piękno. Dziękuję!



Monika Cichocka

Ilekroć kiedykolwiek ktoś przy stole odważy się powiedzieć „nie jem mięsa" - nie wiadomo skąd natychmiast pada ten sam, oklepany "cios": „A wiesz, że Hitler też był wegetarianinem?" Czas rozbroić tę bombę. Raz na zawsze.
To nie jest niewinna historyczna anegdota. To broń psychologiczna, która ma zrównać empatię z ludobójstwem. Sprytne. Ale całkowicie fałszywe.
Hitler jadł mięso. Namiętnie i regularnie. Do jego ulubionych dań należały pieczeń z dziczyzny, gołąbki faszerowane mięsem i młoda wątróbka. Jego prywatna kucharka, Dione Lucas, przez lata gotowała mu te potrawy i opisała je szczegółowo w swojej oficjalnej książce kucharskiej. Jego nadworny dietetyk dr Werner Zabel nigdzie w dokumentacji medycznej nie odnotował nawet wegetarianizmu swojego pracodawcy.
Owszem - Hitler miał okresy ograniczania mięsa. Powód? Chroniczne wzdęcia, paraliżujące bóle brzucha, zniszczona flora jelitowa. Ograniczał mięso wyłącznie na polecenie osobistych, przerażonych lekarzy – a nie z powodu miłości do zwierząt, czy przebudzenia sumienia. Motywował go zwykły strach przed własnym rozpadającym się układem trawiennym.
Skąd więc ten mit? To cyniczny konstrukt Josepha Goebbelsa. Nazistowska propaganda potrzebowała stworzyć z potwora postać mistyczną - ascetę, nadczłowieka, który nie pije, nie pali i rzekomo nie tyka mięsa, żyjąc wyłącznie dla Rzeszy. Część ludzi połknęła ten haczyk w całości. I powiela go przy obiedzie do dziś. (Zresztą - tak jak wiele innych, idiotycznych "prawd objawionych".)
Tymczasem prawdziwi weganie i wegetarianie - jak Pitagoras, Tołstoj, Einstein, Gandhi, Schweitzer - budowali swoje wybory na jednej zasadzie: nie mam prawa zadawać cierpienia innemu czującemu stworzeniu. To wartość dokładnie przeciwna faszystowskiemu kultowi gwałtu i eliminacji słabszych.
Następnym razem, gdy ktoś przy stole spróbuje uderzyć w Ciebie tym argumentem - nie broń się. Uśmiechnij się spokojnie, spójrz mu w oczy i powiedz: „Sprawdź źródła. Hitler uwielbiał wątróbkę."

6 hours ago | [YT] | 82

Monika Cichocka

„Casus Gościni” - czyli krótki przewodnik po nieuctwie 🙂 - POST PRZEZNACZONY WYŁĄCZNIE DLA POTRAFIĄCYCH CZYTAĆ ZE ZROZUMIENIEM...!
Rok 1904. Europa stoi na progu modernizmu, Polska formalnie nie istnieje na mapie, a na łamach szacownego "Poradnika Językowego" wybucha skandal. Czytelnicy piszą listy protestacyjne. Są oburzeni. "Język polski" - mówią - "jest gwałcony. Mowa ojczysta pada pod ciosami barbarzyńców!"
Barbarzyńcy zaś dopuszczają się następującej zbrodni: mówią o kobiecie *doktor* zamiast *doktorka*...
Tak. W 1904 roku obrońcy czystości języka polskiego protestowali przeciwko używaniu form męskich tam, gdzie powinna stać forma żeńska. Uznawali to za błąd, kalectwo i gwałt na polszczyźnie. Zapamiętajcie tę puentę. Wrócimy do niej.
Słowo *gościni* nie pochodzi ani z Berlina, ani z Brukseli, ani z ulotki partyjnej. Pochodzi z prasłowiańszczyzny - języka, który poprzedza Polskę jako państwo, kościół jako instytucję i internet jako arenę debaty publicznej. Sufiks "-ini/-yni" to jeden z najstarszych mechanizmów słowotwórczych w polszczyźnie, ten sam, który dał nam *panią*, *gospodynię* i *księżnę*. Nikt nie krzyczy, że gospodyni to lewacki neologizm... Nikt nie protestuje, że księżna to ideologiczny wymysł. Dlaczego?
Bo *gospodyni* kojarzy się z fartuchem, a *księżna* - z bajką. „Mogą być”!
Problem zaczyna się przy *doktorce*, *profesorce*, *gościni*. Bo te słowa sugerują coś niepokojącego: że kobieta może być gościem w sensie poważnym - rozmówcą, autorytetem, podmiotem - a nie tylko ozdobą przy stole.
Profesorka Ewa Kołodziejek, językoznawczyni z Uniwersytetu Szczecińskiego, mówi to, czego obrońcy „tradycyjnej polszczyzny" woleliby nie słyszeć: feminatywy nie są wynalazkiem ostatnich lat. Są w języku od ponad 1000 lat - tylko właśnie w pewnych okresach przestawano ich używać z powodów, które nie miały nic wspólnego z językiem. Takim „pewnym okresem” był PRL.
W PRL zdecydowano, że kobieta-lekarka, kobieta-inżynier, kobieta-dyrektor będzie nazywana tak samo jak mężczyzna - bo to miało świadczyć o równouprawnieniu. Język miał udawać, że płci nie ma. Efekt był odwrotny: płeć zniknęła z języka, ale nie z rzeczywistości, za to w rzeczywistości kobieta-dyrektor zarabiała mniej niż mężczyzna-dyrektor i nikt o tym specjalnie głośno nie mówił, bo przecież „są równi, skoro tak samo się nazywają".
Forma, którą dziś część komentatorów internetowych ogłasza „odwieczną polską tradycją" - jest sowiecką nowością z połowy XX wieku. Zaś prawdziwa tradycja jest odwrotna!
Istnieje prosty test, który natychmiast demaskuje, czy komuś naprawdę chodzi o język. Zapytaj go: Czy „sprzątaczka" to poprawna forma? Oczywiście - odpowie. Naturalna, swojska, piękna polska mowa.
A „doktorka"? Tu następuje zmiana wyrazu twarzy. Pisk. Lament. Ideologia. Bruksela. George Soros.
Na to pytanie od lat nikt nie udzielił sensownej odpowiedzi. Bo jej nie ma. *Sprzątaczka* i *doktorka* są zbudowane dokładnie tym samym mechanizmem słowotwórczym. Odrzucenie jednej przy akceptacji drugiej nie jest stanowiskiem językoznawczym. Jest stanowiskiem światopoglądowym. Mówi: kobieta w roli usługowej – proszę bardzo, w roli eksperta - nie na miejscu.
Język jest tu tylko pretekstem. Tak naprawdę broniony jest porządek.
Kiedy język nie ma feminatywów, prawo musi jakoś sobie poradzić. Radzi sobie następująco: ustawa o szkolnictwie wyższym stanowi, że nauczyciela akademickiego będącego w ciąży nie można zatrudniać w godzinach ponadwymiarowych. Nauczyciel akademicki w ciąży… Można byłoby się śmiać, gdyby tego nauczyciela akademickiego w ciąży nie dotyczyły realne przepisy, realne prawa, realna sytuacja prawna kobiety, której podmiotowość zawodowa zmieściła się w formie rodzaju męskiego, bo tak „tradycja" nakazuje.
To jest właśnie cena językowego nieuctwa. Płaci ją nie kłapiący językiem, lecz kobieta w paragrafie.
Jeden z polityków (nazwisko pominę, litościwie dla rzeczonego – ale także po to, by go nie uwiecznić przez przypadek…) nazwał kobiety „inwentarzem domowym". Niejednokrotnie, nieprzypadkowo, nie żartował - wielokrotnie i konsekwentnie, w Parlamencie Europejskim, publicznie, z satysfakcją kogoś, który jest radośnie samozadowolony.
Warto to zestawić z dyskusją o feminatywach - nie po to, żeby być złośliwym, ale po to, żeby być precyzyjnym.
*Inwentarz* nie potrzebuje tytułu zawodowego. Inwentarz wpisuje się do rejestru pod kategorią, nie pod imieniem. Inwentarzowi nie przysługuje forma żeńska nazwy stanowiska, bo inwentarz stanowisk nie piastuje - jest użytkowany.
I tu nagle widać, dlaczego *sprzątaczka* jest w porządku, a *profesorka* nie. Sprzątaczka opisuje czynność usługową. Profesorka opisuje autorytet. Ten pierwszy wpis pasuje do rejestru. Drugi - już nie bardzo.
Polityk powiedział głośno to, co inni mówią, kłócąc się o sufiks -ka.
Wróćmy teraz do roku 1904 i czytelników Poradnika Językowego, którzy pisali listy protestacyjne przeciwko mówieniu o kobiecie *doktor* zamiast *doktorka*.
Ci sami ludzie - gdyby żyli dziś - pisaliby listy protestacyjne w drugą stronę. I byliby równie przekonani o swojej racji, i równie pewni, że bronią „tradycji". Z czego wynika ten paradoks? Z tego, że „tradycja" w ustach osoby, która nigdy nie sprawdziła, czym ta tradycja jest, oznacza po prostu: „to, do czego przywykłem w dzieciństwie”, albo „to, co powiedział mi mój ulubiony polityk, któremu oddałem mój głos”. Nic ponad to.
Przyzwyczajenie z PRL-u ogłoszono tradycją tysiąclecia. Sowiecka nowinka obroniona przed „lewactwem"... I tak to nieuctwo wystawiono na sztandary jako patriotyzm.
P.S. Dla niedowiarków - mała wycieczka do biblioteki:
Jeśli ktoś nadal uważa, że feminatywy to „lewacki wynalazek ostatnich lat", zapraszam do lektury "Słownika polszczyzny XVI wieku". Znajdzie tam między innymi wyraz *papieżyca* - oznaczający kobietę sprawującą urząd papieski. Nasi przodkowie mieli zatem słowo na kobietę-papieża, zanim ktokolwiek wymyślił słowo „gender".
W XIV-wiecznych dokumentach - odnotował to językoznawca Witold Doroszewski - formy żeńskie są obecne jako rzecz całkowicie oczywista. W gramatykach języka polskiego od XVI wieku istnieją rozdziały poświęcone „żeńskim końcówkom języka". W prasie przedwojennej *doktorka*, *magistra*, *pilotka* i *posłanka* funkcjonowały zupełnie bez kontrowersji.
Potem przyszedł PRL. I zdecydował, że kobieta-inżynier będzie nazywana tak samo jak mężczyzna-inżynier - bo miało to świadczyć o równouprawnieniu. Efekt? Forma rodzaju męskiego jako "neutralna norma" zakorzeniła się tak głęboko, że trzy pokolenia później jej obrońcy są przekonani, że bronią tradycji sięgającej Piastów...
Bronią tradycji z 1952 roku. Sowieckiej nowości wmówionej im jako wieczna mądrość przodków.

3 days ago (edited) | [YT] | 223

Monika Cichocka

Strumyczki ✨
Po audycji o DDA – dziś bierzemy na tapet syndrom DDD (Dorosłych Dzieci z Rodzin Dysfunkcyjnych). To globalna trauma – większość z nas jest nią - niestety - obciążona – tylko najczęściej nie zdaje sobie z tego sprawy.
Dziś opowiem Wam o toksycznym wstydzie i poczuciu winy, o wewnętrznym krytyku i innych destrukcyjnych następstwach dzieciństwa w dysfunkcyjnym domu.
Powiem także, jak pomóc układowi nerwowemu, aby go odbudować po tak trudnych doświadczeniach.
Wina nie leży po Twojej stronie. Czas zdjąć z barków ciężar, który od początku nie należał do Ciebie.
🎥 Premiera dziś, 21 czerwca o 21:00
Do zobaczenia. 💫
#DDD #RodzinaDysfunkcyjna #Trauma #RozwójOsobisty #Psychologia #CiałoPamięta

4 days ago | [YT] | 317

Monika Cichocka

Kochane Strumyczki ☀️
Tym razem – relacje i przyciąganie kompatybilnego partnera.
Pokażemy Wam, jak zmanifestować prawdziwą miłość, nie naruszając przy tym niczyjej wolnej woli.
🎥 Premiera dziś, 20 czerwca o 21:00
Do zobaczenia! ✨
#MieczysławBielak #PrzyciąganiePartnera #PrawoPrzyciągania #Transurfing #ŚwiadomeZwiązki #PolePunktuZero

5 days ago | [YT] | 393

Monika Cichocka

Strumyczki ✨
W dzisiejszej rozmowie spojrzymy na temat obfitości z innej perspektywy.
Co się dzieje, gdy po latach spełniania cudzych oczekiwań odzyskujemy swoją prawdę? Czeka Was pozytywna audycja o tym, czym naprawdę jest dobrostan, jak wyjść ze strefy lęku i dlaczego pieniądze są jedynie radosnym echem naszej wewnętrznej wdzięczności.
🎥 Premiera dziś, 19 czerwca o 21:00
Do zobaczenia. 💫
#Obfitość #Dobrostan #RozwójDuchowy #Przebudzenie #Świadomość #pieniądze

6 days ago | [YT] | 299

Monika Cichocka

Kochani! ✨
Ajurweda to nie tylko powszechnie znany system, lecz prastara medycyna kwantowa i święta nauka o życiu.
Starożytni mędrcy znali subtelne sekrety zdrowia, które współczesna nauka – w tym największe bazy danych medycznych – odkrywa i oficjalnie potwierdza dopiero dziś.
Jakie tajemnice kryją w sobie święte rośliny, które potrafią reprogramować nasze biologiczne zegary?
Jak w praktyce działa ta starożytna, a zarazem współczesna alchemia, która przywraca harmonię na najgłębszym, genetycznym i duchowym poziomie?
#Ajurweda #ZdrowieHolistyczne #MedycynaKwantowa #Samouzdrawianie #Długowieczność

1 week ago | [YT] | 428

Monika Cichocka

Kochane Strumyczki ✨
Dziś, razem z Grzegorzem Hoppe zdejmujemy lękowe mity ze słowa "apokalipsa" i sprawdzamy, dlaczego koniec urojonej tożsamości jest w rzeczywistości pięknym powrotem do naszego prawdziwego Domu.
🎥 Premiera dziś,14 czerwca o 21:00
Do zobaczenia. 💫
#GrzegorzHoppe #Apokalipsa #Przebudzenie #Świadomość #Matrix #RozwójDuchowy #NowaZiemia

1 week ago | [YT] | 702

Monika Cichocka

Kochane Strumyczki ☀️
Dziś Mieczysław zdradzi jedną z największych tajemnic kwantowych: opublikujemy dziś podręcznik kreacji obfitości! Miecio będzie przewodnikiem - poprowadzi Was - krok po kroku przez cały proces.
Uczciwie mówiąc - w dzisiejszej audycji dostaniecie kompletny warsztat jednej z najsilniejszych technik ziszczania i manifestacji wszystkiego, czego sobie życzycie.
Przybywajcie.
🎥 Premiera dziś, 13 czerwca o 21:00
Do zobaczenia! ✨
#MieczysławBielak #KreowanieObfitości #TransurfingRzeczywistości #Świadomość #RozwójDuchowy #PrawoPrzyciągania #transurfing

1 week ago | [YT] | 454

Monika Cichocka

Kochane Strumyczki ✨
Dzisiaj zapraszam Was na niezwykle poruszającą rozmowę z mecenas Kasią Matusewicz - adwokatką z empatią, która staje w obronie tych, którzy na salę sądową nie są zapraszani.
Porozmawiamy o prawnej sytuacji zwierząt w Polsce.
To odcinek zmuszający do refleksji nad naszą rolą na tym świecie oraz nad naszym człowieczeństwem.
🎥 Premiera dziś, 12 czerwca o 21:00
Do zobaczenia. 💫
#prawnik #prawo #PrawaZwierząt #KasiaMatusewicz #Empatia #ŚwiadomośćZwierząt #OchronaZwierząt #PrawnikZwierząt

1 week ago | [YT] | 197

Monika Cichocka

W odpowiedzi na moje ostatnie posty pojawił się fantastyczny komentarz Beaty Łupkowskiej. Jest na tyle trafiony, że postanowiłam się nim z Wami podzielić. Czytajcie, przepuszczajcie przez siebie i komentujcie.
Myślę, że dyskusja pod tą serią postów będzie koherentnym obrazem kondycji mentalnej i duchowej polskiego społeczeństwa. To nie osąd - tylko diagnoza, którą sami pewno sobie z tego wszystkiego postawicie. Zapraszam do lektury - warto!


@beataupkowska5526
Moniko, czytając Twoje słowa, czuję ten sam głęboki, cichy smutek, ale i potężną klarowność, z jaką demaskujesz ten matrixowy teatr. To, co opisałaś w tych trzech odsłonach, to nie jest zwykła dyskusja o budżecie czy rynkowych realiach artystów – to anatomia systemowej KASTRACJI ludzkiego ducha.
Ujęłaś w punkt istotę manipulacji: system najpierw CELOWO głodzi i degraduje kulturę wysoką, obniża edukację i karmi ludzi najtańszą rozrywką przy piwie, a potem rękami cynicznych polityków wskazuje na ten zubożały tłum i mówi: „Widzicie? Ludziom to niepotrzebne, wolny rynek zweryfikował”. To potworne, logiczne oszustwo. Prawdziwa kultura to – jak pięknie napisałaś – infrastruktura ducha. Wymaga oddania CAŁEGO życia. Oczekiwanie od wybitnego muzyka filharmonii czy aktora dramatycznego „żyłki przedsiębiorcy” w realiach życia od zlecenia do zlecenia i wiecznej niepewności jutra jest tak samo absurdalne, jak rozliczanie chirurga z tego, czy potrafi z zyskiem sprzedać wykrojone mięso. Państwo, które NIE CHRONI swoich twórców „kartą artysty” i systemem socjalnym, a pozwala na ich publiczną egzekucję, staje się jedynie aparatem do pobierania podatków na utrzymanie własnej iluzji.
Najbardziej przerażające jest jednak to, co dzieje się na głębszym poziomie, o którym wspominasz. SKŁÓCANIE podatnika z artystą, magazyniera ze skrzypkiem, to klasyczna zasada „dziel i rządź”. Ludzie zaślepieni agresją i walką o przetrwanie tracą zdolność czytania ze zrozumieniem, gubią niuanse, ironię, a w końcu – własną podmiotowość. Wybór między Chrystusem a Barabaszem trwa od wieków, bo Barabasz jest wygodny, jarmarczny i nie wymaga wewnętrznego wzrostu. Człowiek bez życia wewnętrznego, bez kontaktu z Wyższą Sztuką, staje się idealnym, posłusznym TRYBIKIEM – zalgorytmizowanym niewolnikiem, który kiwa głową i nie zadaje pytań, dokąd naprawdę płyną jego pieniądze.
To nie przypadek, że po KASTRACJI ducha i UCISZANIU tych, którzy mieli odwagę stać w pierwszej linii (mimo konformizmu większości środowiska), na horyzoncie pojawia się „Lex Szarlatan”. Kiedy ODBIERZE się narodowi język, tożsamość i metafizyczny pion, o wiele łatwiej jest SIĘGNĄĆ po jego biologię i zredukować go do własności korporacji.
Dziękuję Ci za ten mocny, surowy głos prawdy. Za przypomnienie, że kultura to FUNDAMENT, a nie pozycja w budżecie do rzucenia na pożarcie. Czas się OBUDZIĆ, zacząć zadawać właściwe pytania i przestać pisać skrypty, które podsuwa nam system – system, który ustami wolnorynkowych doradców chyba najchętniej zobaczyłby utalentowanych artystów na „niebieskiej platformie” . Skoro skrzypaczka, śpiewaczka operowa czy baletnica nie potrafią według nich na siebie zarobić, to może tam powinny przenieść swoje powołanie? Przecież w naszych czasach to właśnie tego rodzaju „przedsiębiorczością” wszyscy się zachwycają, a algorytmy płacą hojnie. Wtedy Pan Mentzen mógłby wreszcie zasiąść z kuflem w ręku i z prawdziwą „radością” podziwiać taki „wzrost ducha”... Kurtyna.

1 week ago | [YT] | 365